Blog > Komentarze do wpisu
BEST OF 2010

To nie był dobry rok dla muzyki. Ilościowo wprawdzie metal trzyma się znakomicie, ale liczby nie przełożyły się w żadnym stopniu na jakość. Ukazało się trochę dobrych i bardzo dobrych albumów, ale raczej żaden nie przejdzie do historii muzyki. Być może patrzę też na ten rok przez pryzmat tego, że moje ulubione zespoły potraktowały 2010 jako dwunastomiesięczne wakacje. W tym podsumowaniu, tak dla odmiany podzieliłem zestawienie na kilka kategorii.

DEBIUT

1. Brutally Deceased - Dead Lovers' Guide - album, który pozornie nie ma w sobie ni krztyny oryginalności: nazwa zerżnięta z Grave, wokal też a'la Grave, 99% riffów to Dismember, brzmienie w 100% Szwecja AS 1991. Jedyna różnica między Czechami i Dismember jest taka, że BD czasami wpada w szybsze tempa i pojawiają się blasty. Ale tak czy inaczej słucha się tego bosko, to naprawdę jedna ze wspanialszych płyt jakie słyszałem w ostatnich latach, jedna z tych, której słuchając micha się cieszy, a główka chodzi w takt kanonady garów. Na deser wyśmienity cover Override Of The Overture wiadomo kogo. Fantastyczna płyta, dzięki której zapomniałem, że w tym roku Matti i David poświęcali swój czas na szydełkowanie zamiast nagrywanie nowego długograja Dismember.

2. Leptotrichia - The Repository - fantastyczny debiut Belgów, świetny brutalny, techniczny death metal pełen wirtuozerskich zagrywek, niskich growli i świńskich wrzasków. Brutalne jak cios w krocze kopytem szatana, precyzyjne jak dziesięć przykazań. Łoją tak, że pozostaje im tylko wróżyć dużą karierę.

3. Undergang - Indhentet af Dřden - holy faking dżisas krajst! Nie wiem jak się stroją Duńczycy, ale jest to chyba najbardziej "grobowo" strojący się zespół na naszej planecie. Słuchając ich debiutu (w zasadzie Indhentet af Dřden ukazał się w 2009 jako demo, w 2010 został wydany na krążku) mam ciągłe skojarzenia z Dawn of Dreams cudownego Pan-Thy-Monium.Tak samo kurewsko nisko strojone gitary, tak samo nieludzko niski growl. Oczywiście, muzyka sama w sobie jest trochę inna, ale mimo to moje skojarzenia właśnie takie są. Jeśli Duńczycy nauczą się trzymać formę przez całą długość nagrywanego materiału, to będzie z nich pociecha.

NIEWYPAŁ

1. Unleashed - As Yggdrasil Trembles - poprzedni album Blondaska Grubaska i jego wojowników był wyborny, ten jest potwornie nudny. Słucha się, słucha i nic z tego nie wynika.

2. Sinister - Legacy of Ashes - historia podobna jak w przypadku Unleashed, choć Legacy of Ashes nie podoba mi się głównie ze wzgledu na płaskie brzmienie. Krajanie Sinister z Houwitser czy Sever Torture brzmią miliard razy lepiej.

3. Necronaut - Necronaut - aż dziw bierze, że Fred nie zaprosił do współpracy nad Necronaut np. Andersa z In Flames, czy Angeli z Arch Enemy. Poważnie, nagranie albumu na którym każdy kawałek jest inny, poczwszy od stylu a'la Autopsy, a skończywszy na Iron Maiden, i w każdym kto inny ryczy/śpiewa, to był głupi pomysł. W rzeczy samej, łączenie Autopsy z Iron Maiden sprawdza się w Dismember, ale Necronaut ma tylko fajną okładkę i kilka death metalowych numerów.

ALBUM ROKU

1. Nominon - Monumentomb - Szatan, blasty, siarka, fantastyczne riffy, zmiany tempa, świetne wokale i wpadające w ucho kawałki. Nowy album Nominion jest ich najbardziej retro metalowym dziełem, a przy tym wręcz perfekcyjnym. Zabójcza mieszanka death metalu z domieszką blacku, czy nawet thrashu.

2. Sever Torture - Slaughtered - uwielbiam takie granie. Brutalne, acz melodyjne, szybkie, acz nie brak też epickich zwolnień. Cholernie przebojowy album, chwytliwy mimo tego, że Holendrzy dają ostro do pieca. Oczywiście to już zupełnie inna muza niż wtedy, gdy zaczynali swoją przygodę z muzyką, ale kogo to obchodzi. Fajnie się przy tym macha głową.

3. Sigh - Scenes from Hell - cholernie ciężki wybór miałem z numerem 3, ale koniec końców najniższe miejsce na pudle powędrowało do Japończyków. Samuraje grają niby prostacką muzykę, podstawa czyli szybkie tempo, dwa wokale i podobna struktura utworów mogą trochę nużyć, ale te symfoniczne, bombastyczne ozdobniki w postaci klawiszy czynią z Sigh twór awangardowy. Kapitalny długograj.

4. Desultory - Counting Our Scars - w zasadzie chciałem napisać o Desultory osoby post i pewnie tak zrobię (albo i nie), ale w skrócie jestem zauroczony powrotem po niemal 15 latach Szwedów. Agresywnie, melodyjnie, z masą cudownych riffów i solówek. W porównaniu do pierwszej płyty (o dwóch kolejnych nie warto wzmiankować) niższy jest wokal i dużo lepsze brzmienie.

5. Eluveitie - Everything Remains as it Never Was - moje odkrycie sezonu 2010. Zaczęło się od zdziwienia czemu jakieś tam Eluveitie jest headlinerem trasy z Dornenreich, potem był zonk co to kurwa jest ten cały epic celtic folk melodic death metal, a następnie szok, że to takie chwytliwe. Bo Szwajcarzy (i Szwajcarki) posiedli umiejętność dostępną nielicznym - potrafią pisać przeboje. Krótko mówiąc: coś jak stare In Flames z masą folkowych instrumentów.

NOMINACJE
Alfabetycznie:


Bloodwritten – Thrashin’ Fury - jest kilka przebojów, muza prosta niczym niemieckie autostrady, dobrze przy tym macha się głową.


Borknagar - Universal - epicki album. Norwedzy pewnie żałują, że już wcześniej użyli tytułu Epic dla swojego tworu.


Burzum - Belus - Varg wyszedł i pozamiatał wszystkie norweskie trolle aspirujące do roli blackmetalowców. Świetna rzecz.

Conquest Icon - Hellspire - nie jest to zespół złożony z nowicjuszy, dlatego też Warszawiacy tną death/black metal na najwyższych obrotach.

Evocation - Apocalyptic - reklamy, że to "najlepszy album od czasu SotS" są tyleż zabawne, co niedorzeczne, ale na tle innych zespołów parających się melodeathem Evocation wypada przyzwoicie. Głównie ze względu na ciągątki do szybkiej, nieskrępowanej jazdy.

God Dethroned - Under The Sign Of The Iron Cross - Holendrzy wreszcie wyzbyli się słodzenia a'la Arch Enemy obecnego na kilku ostatnich płytach i nagrali kawał szybkiego, bezlitosnego death metalu.

Grave - Burial Ground - pierwsze 6 kawałków rewelacja, pozostałe przeciętne. Szkoda, bo jakby utrzymali poziom przez cały krążek, to może byłby to album roku.

Houwitser - Bestial Atrocity - Trochę na wyrost, ale mimo wszystko jest kilka naprawdę fajnych, brutalnych kawałków.

Nevermore - The Obsidian Conspiracy - to bodajże najłagodniejszy album Amerykanów, najbardziej chyba wyrachowany i dojrzały zarazem. Co nie znaczy, że zły. Słucha się go znakomicie.

Solefald - Norron Livskunst - bardzo zróżnicowany, ciekawy album, który pozwala na powrót uwierzyć w Norweski duet. Pisałem o nim niedawno, dlatego nie będę się powtarzał.

The Crown - Doomsday King - bardziej z sentymentu niż ze względu na klasę, gdyż ponieważ album jest tylko trochę powyżej średniej. Najlepsze w tym wszystkim są wokale, Jonas świetnie wypełnił lukę po Johanie.

The Order Of Apollyon - The Flesh - czy słaby może być album nagrany przez obcnych lub byłych muzyków Balrog, Aborted, Cradle of Flith, Acercocke? Świetnie skomponowany i nagrany mroczny black/death metal.

Thulcandra - Fallen Angels Dominion - ot, Niemiaszki zaskoczyli mnie na całej linii. W zasadzie cover album Storm of the Light's Bane WIADOMO KOGO (RIP). Cała płyta to jedna wielka kalka Dissection począwszy od intra na outro skończywszy. A na deser cover "The Somberlain". Bardzo fajny albumik.

Torture Division - Evighetens Darar - Szwedzki all stars nagrał kolejne 3 demówki, które ponownie ukazały się na krążku. W sumie sam pomysł na to, by nagrywać demówki, rozpuszczać je za free po sieci, a później kto chce niech wyda, jest sam w sobie zajebisty. Muzycznie bez zmian - oldskulowy death metal najwyższej próby. Szkoda, że to bardziej taka zabawa niż poważny zespół.

Witchery - Witchkrieg - żywy dowód na to, że Jensen dalej potrafi robić dobrą muzykę i tworzyć zarypiste riffy. To zdaje się nie jego wina, że The Haunted gra teraz tak nędznie.

Zombified - Zombified Slaughtermachine - debiut Szwedów w zasadzie w niczym nie odbiega od standardów szwedzkiego oldskulowego death metalu, może tylko jest tu trochę więcej grindowych temp?

niedziela, 26 grudnia 2010, mjakubski

Komentarze
Gość: k., rev196-24.sferanet.pl
2010/12/28 21:03:02
god dethroned słucha się bardzo dobrze, przy witchery i brutally trochę ziewałem. torture division jak zawsze wyborne i precyzyjne. i nie zwalaj na zespoly, ze nie nagrywaly tylko na firmy wydawnicze, ze im tak grafik wykreslily :) przyszly rok bedzie ciekawszy. juz na walentynki dostaniemy po mordzie od ukochanego the project hate, a osobiście najbardziej czekam na nowy album FLESHCUT!!!
-
2010/12/29 20:31:17
nie lubisz Dismember, to nic dziwnego, ze ci BD nie pasowalo :( a TPH ssie ;)
-
2011/01/03 21:08:56
Hmm, tak odnośnie wstępu, to sam zwątpiłem w ukazanie się płyty death metalowej która 'przejdzie do historii muzyki' od momentu śmierci Schuldinera. Przez ten czas powstały świetne płyty, ale czegoś z taka magią i technicznym mistrzostwem jednak brakuje.:/
Patrząc dalej, to zastanawiają mnie pewne skrajności - umieszczasz w podsumowaniu relatywnie średni album(w stosunku do świetnego debiutu "Spirit") czy płytę(niezłą, przyznaję) Borknagar, a brakuje Enslaved(który to album w niczym nie jest ani mniej ciężki, ani gorszy jak Borknagar), Deathspell Omega(jak coś ma być kandydatem na blackowy album roku, to tylko "Paracletus"!) czy Negura Bunget("Maiestrit"!). Wydaje mi się to nieco...osobliwe.: Brakuje mi jeszcze niezłego albumu włoskich rzeźników z Hour of Penance(jeśli udział brałyby EP-ki to "Mafia" od innych włochów z Fleshgod Apocalypse rządzi!) czy mało znanego(a ciekawego) StarGazer rodem z Australii, ale...to w końcu Twoje podsumowanie.:)
Z rozczarowaniem Sinister za to w pełni się zgadzam, oczekiwałem czegoś świeżego, na poziomie ostatniego "The Silent Howling", a nowa płyta wyszła średnio-nudno.:/
BTW - Asphyx w końcówce roku wydał fajny album koncertowy, a teraz szykuje następcę dla 'powrotnego' "Death...The Brutal Way"(płyta ciężka jak walec drogowy i waląca od razu między oczy za pomocą świetnego "Scorbutics"!), jakby tak się jeszcze Pestilence postarał, to byłaby piękna ofensywa holenderskich weteranów.:D
-
2011/01/04 22:14:38
w sumie to zapomnialem o kilku rzeczach: Vexatus, Victimizer czy Bombs of Hades... fakt jednak pozostaje faktem: bardzo holenderska ofensywa, tylko Hail of Bullets nagralo taki nijaki album. no i Sinister ;) Gorefest brakuje i Phlebotomized, by ozywic panteon starej, dobrej Holandii :)